|
|
[[vis|lang]]
Enter/Escape. Jak malarstwo kształtuje nowe przestrzenie?Malarstwo uważane jest za jedną z najbardziej tradycyjnych i zachowawczych obszarów sztuki. W powszechnym rozumieniu ogranicza się ono do płaskiej powierzchni pokrytej farbami, wyznaczonej ramami obrazu. W ostatnich latach, co można zaobserwować na przykładzie młodej polskiej sztuki, wykazuje jednak pewną skłonność do rozszerzania się na inne jej obszary. Opuściło granice wyznaczone przez ramę, pędzle i płótno, i korzystając ze swej autonomii anektuje inne dyscypliny. Wychodzi także w przestrzeń. Artyści zajmujący się malarstwem próbują także zbudować inną relację z odbiorcami, starając się, by stała się ona bardziej bezpośrednia i absorbująca. Ten typ myślenia pojawia się od kilku lat wśród artystów młodego pokolenia. Do tej pory jednak nie pokazano ich prac razem, nie próbowano przeanalizować ich jako wyrazu myślenia charakterystycznego dla twórców różnych pokoleń, którym bliska jest idea rozszerzania malarstwa. Wielu w tym miejscu nasunie się refleksja, że malarstwo wychodzące w przestrzeń, przekraczające granice ramy, to tendencja, która ma już swoje miejsce w historii sztuki, w postaci dzieł choćby Jacksona Pollocka czy Yves Kleina. Nazwiska te jednak, to przyczynek, baza do rozważań o ekspresji gestu, o wyjściu malarstwa poza ograniczoną ramami iluzję trzeciego wymiaru. To również początek mówienia o nowych technikach, które przyswoiło malarstwo, o malowaniu niekontrolowanym, malowaniu ogniem, deszczem, anektowaniu przez kolor przestrzeni. To szereg pytań o granice malarstwa, a jednocześnie początek dopuszczania do świadomości faktu, że granice malarstwa mogą zostać przesunięte w różne strony, mogą zostać rozciągnięte, przy czym wciąż zasadne jest mówienie o malarstwie. Aby jednak określić, w jaki sposób współczesne metody rozszerzania się możliwości malarstwa są oryginalne wobec zaistniałych już w historii sztuki działań, należy podjąć próbę określenia gdzie i kiedy zaczęła się ekspansja malarstwa, w jakich działaniach odnajdziemy jej genezę. Jako jedno ze źródeł można wskazać sztukę akcji. Przywołać tu należy lata 50. i happeningi Allana Kaprowa, którego myślenie wywodzi się z abstrakcyjnego ekspresjonizmu. Zasadniczym elementem rozważań jest w tym wypadku spontaniczny gest, improwizacja, emocjonalność. Zanegowanie racjonalności, wyłączenie zapisanej w umyśle idei dzieła, ma swoje korzenie w stosowanej przez surrealistów metodzie automatyzmu psychicznego. Kaprow porzucił malarstwo ograniczone ramami na rzecz environment i happeningu. Malarstwo w jego działaniach zostało zdominowane przez akcjonizm, jednak należy pamiętać, że właśnie ono stało się przyczynkiem do tych działań. Kaprow dostrzegł, że malarstwo Pollocka, pokazuje możliwość rozwinięcia go w realną przestrzeń, połączenia sztuki z życiem, ingerencją w zastaną rzeczywistość. Koncepcja environment rozwinięta przez Kaprowa ma swoje korzenie także w przywołanym już surrealizmie oraz działaniach dadaistów. Happeningi wychodziły w przestrzeń publiczną, natomiast environment kreowały przestrzeń, inną niż ta, do której jesteśmy przyzwyczajeni. W latach 1957-58 Kaprow zaczął tworzyć pierwsze environment, integrując przestrzeń, ludzi, materię i czas. W Polsce, w tym samym czasie, powstała „Kompozycja Przestrzenna” (1957), wspólna realizacja Wojciecha Fangora, Stefana Zamecznika i Oskara Hansena, pokazana na II Wystawie Sztuki Nowoczesnej w warszawskiej Zachęcie oraz zrealizowane przez Fangora i Zamecznika „Studium Przestrzeni”, zaprezentowane w Salonie Nowej Kultury w Warszawie (1958). Wtedy oprócz charakterystycznych dla Fangora eksperymentów z oddziaływaniem kolorów pojawiło się u niego zainteresowanie funkcjonowaniem obrazu w przestrzeni. Poszczególne obrazy przestały działać jako samoistne obiekty, ważne stały się relacje i zależności między nimi. Te przestrzenne kompozycje zagarniały widza, otaczały go, wzmacniały emanującą z obrazów artysty siłę koloru. Kształtowały przestrzeń w sposób rzeźbiarsko-architektoniczny, co odzwierciedla też początkowa współpraca z Hansenem i Zamecznikiem – artystami architektami. Fangor na bazie tych doświadczeń wypracował własny język form. W ostatnich działaniach artysta w nowy sposób ujmuje malarstwo figuratywne. Widać to na przykładzie malarstwa na powierzchniach krzywych oraz struktur łączących formy architektoniczne z wkomponowanymi w nie, jakby wyciętymi, płaskimi, pomalowanymi sylwetkami postaci. Mimo różnorodności działań Fangora, związek malarskiej powierzchni, koloru i przestrzeni wydaje się w jego twórczości kluczowy. Przestrzeń ta jest wielowymiarowa. Obejmuje zarówno „iluzyjną przestrzeń pozytywną”, opartą na oddziaływaniu barw i ich relacji, która pojawiła się w obrazach po odrzuceniu figuracji, jak i ostatnie prace, w których relacje zachodzą między architektonicznymi formami pokrytymi symbolami i znakami, fantomami postaci i żywą publicznością. Zarówno w realizacjach Fangora, jak i młodszego ponad 30 lat Leona Tarasewicza przejawia się monumentalizm kompozycji. Odbiorca jest wewnątrz dzieła. W przypadku Tarasewicza rozciągające się w przestrzeni pasy lub plamy mają swoje głębokie źródło w obserwacji natury, pejzażu, zmieniającego się światła i barw. Jego postawa plasowała się w opozycji do popularnego w latach 80. nurtu Nowych Dzikich, kiedy to artysta rozpoczął swoje pierwsze realizacje. Malarstwo stało się w jego wypadku bytem samoistnym, abstrakcyjnym w formie, lecz jednocześnie bardzo konkretnym i namacalnym. Rozciąga się na ściany, sufity i podłogi galerii, a także na przedmioty znajdujące się w pomieszczeniu, wylewa się z klatek schodowych, wychodzi na zewnątrz w przestrzeń publiczną. Malarstwo Tarasewicza anektuje przestrzeń, zmienia ją, a wręcz zaczyna nad nią dominować. Operując rytmami, które odkrywa w naturze, artysta przenosi je w świat sztuki, dokonując ich zapisu. Jego realizacje powoływane są na czas trwania wystawy, kiedy odbiorca może doświadczyć w pełni ich materialności, nie tylko koloru, lecz również substancji i skali. Relacje sztuki i natury od Starożytności pojmowane były w kategoriach mimesis, „okna wybitego w ścianie” (Alberti), odzwierciedlenia trójwymiarowej przestrzeni na płaskiej powierzchni obrazu. Obraz na płótnie nie posiadał jednak polisensualności przestrzeni, objawiającej się odbieraniu jej zapachem, dotykiem, smakiem. Obraz pejzażu, natury na płótnie nie miał nic wspólnego z poczuciem bycia wewnątrz, odbierania tego zjawiska wszystkimi zmysłami. Piotr C. Kowalski używa niekonwencjonalnych technik malując naturę naturą (np. jagody jagodami, maki makami), a jeśli maluje farbami, zawsze oparte są one o naturalne barwniki. Artysta przywołuje, więc tradycję dawnego malarstwa, powstającego przy użyciu naturalnych pigmentów. W jego pracach ważna jest jednak procesualność – artysta wystawia je na działanie czynników atmosferycznych, dymu. Wychodzi z nimi w otwartą przestrzeń, wystawia na działanie żywiołów. W niektórych obrazach dopuszcza ingerencję odbiorców/przechodniów. Ze względu na użycie jadalnych „materiałów” poszerza malarstwo o zmysł smaku. Refleksję o malarstwie w kontekście nowych mediów podjął Dominik Lejman. Artysta debiutujący w latach 90., w 1998 roku rozpoczął cykl realizacji, w których połączył obraz (akryl na płótnie) z projekcją video. Oba media wzajemnie się dopełniając, tworzą zintegrowaną całość. Lejman swoimi realizacjami uświadamia, iż iluzoryczna trójwymiarowość figuratywnego malarstwa w obliczu nowych mediów straciła swoją moc. Lejman łączy namalowany obraz (najczęściej abstrakcyjny) z obrazem wideo o charakterze przedstawiającym, przez co wprowadza do malarstwa ruch i czas. Prezentuje również swoiste połączenie dwóch koncepcji obrazu: jako obiektu, przedmiotu oraz iluzji. Artysta pozwala także, poprzez użycie kamer, na wejście w obraz, na zatarcie granicy pomiędzy przestrzenią płótna i przestrzenią rzeczywistą. W tym wypadku widz zostaje inkorporowany w obraz, lekkie opóźnienie pozwala mu oglądać siebie, jednak uświadamia również, że oglądana chwila jest obrazem z przeszłości. Pomysł z opóźnianiem emitowanego obrazu publiczności wywodzi się z lat 70., z instalacji Dan Grahama. Jednak w przypadku Lejmana widz staje się jednym z elementów kompozycji malarskiej. Realizacje Lejmana można pojmować jako studia nad pojęciem obrazu. Jego sztuka ewokuje pytania, gdzie się kończy namacalna, realna rzeczywistość, a zaczyna się wirtualny świat, stawia pytanie o miejsce człowieka w tej sytuacji. Działania Lejmana poszerzają malarstwa, a nie stają w opozycji do niego. Artysta ukazuje, że nowe media wbrew powszechnym przekonaniom, nie „uśmiercają” malarstwa, lecz dają mu nowe narzędzia, wzmacniające jego siłę. Rola widza w przypadku prac Dominika Lejmana jest dwuznaczna. Z jednej strony pozostaje on bierny, gdyż nie współtworzy czynnie pracy, z drugiej staje się elementem kompozycji, zostaje użyty jako składnik dzieła. Marek Sułek w projekcie „Mixing” dotyka problemu przestrzeni, w której zachodzą relacje międzyludzkie. Doprowadza do spotkania dwóch przypadkowych osób oraz interakcji między nimi. Ich spotkanie ma charakter intymny. Uczestnicy pomalowani farbą wchodzą ze sobą w relacje, podobnie jak pokrywające ich ciała kolory. Podczas zmysłowego kontaktu, dotyku ciał, kolory mieszają się i w ten sposób powstaje nowy kolor – wypadkowa początkowych, efekt wzajemnych relacji uczestników. Po akcji, oprócz dokumentacji fotograficznej zostaje także ślad w postaci kolorowej, ekspresyjnej plamy barwnej – pozostałość wydarzeń, które można sobie jedynie wyobrazić. Postacie na fotografiach, ukazane w różnych układach i konfiguracjach, nawiązują do tradycji aktu, tworzonego jednak nie przy udziale kluczowego zmysłu wzroku i obserwacji modela, lecz poprzez dotyk, ekspresję i niemożność ogarnięcia całości. Sułek często łączy w swojej twórczości to, co naturalne z tym, co sztuczne. Tu podobnie, zestawia relacje między ludźmi, bardzo intymne, bo bezpośrednie, rozgrywające się w przestrzeni prywatnej, z sytuacją w galerii sztuki. W projekcie dwie osoby, które nie znają się, są sobie obce, pokonują bariery, wkraczają w przestrzeń osobistą drugiego człowieka. Sułek zwraca również uwagę na zmysłowość tego działania, a tym samym malarstwa jako źródła zmysłowych odczuć, przejawiającego się zarówno w tradycji aktu, jak i w samej farbie, materii malarskiej. Użycie płynnej farby, w żywych kolorach, która miesza się na ciałach uczestników akcji nadaje tej pracy zabarwienie seksualne. Uczestnicy spotkania, podobnie jak modelki w Antropometriach Kleina są żywymi pędzlami, ale stają się także paletą. Prace Kleina można jednak osadzić w przestrzeni symbolicznej, natomiast Sułek wkracza w przestrzeń relacji erotycznych. Gesty wspominanych już Kleina i Pollocka poddane zostały rewizji przez sztukę feministyczną. „Vagina Painting” Shigeko Kuboty to gest, który naznaczył malarstwo kobiecą obecnością i aktywnością. Janine Antoni malowała swoimi włosami, klęcząc na podłodze i mocząc je w kuble z farbą, przeciwstawiając się działaniom Kleina i Pollocka, którzy starali się mimo wszystko panować nad obrazem. Pollock stał nad płótnem - Antoni była wewnątrz, na płótnie, jej ciało stało się materiałem sztuki, aktywnym elementem przestrzeni dzieła. Yves Klein natomiast kierował modelkami, które odciskały się na płótnie. Anka Leśniak pozostawia swoje ślady niemal obsesyjnie, unikając International Klein Blue, używa ciepłych, żywych kolorów, kojarzących się ze zmysłowością, z temperamentem, z seksem. Logo artystki są „Motyle” – ślady kobiecych, intymnych części ciała, kobiety, która wbrew naturze znaczy nimi terytorium. Przestrzeń zapełnia się odciskami biustów, pępków, pośladków, multiplikowanej cielesności, która nie daje się objąć kontrolującym spojrzeniem. Do akcji Body Printing, mającej miejsce za zasłonką, włącza również publiczność, gdzie każdy widz z osobna może spotkać się z artystką. Ta eksplozja cielesności opiera się jednak na intelektualnej podstawie, manifeście artystki, którym jest film „Krytyk Sztuki jako jej tworzywo” (2006), pastisz filmu Andy Warhola „Blow Job” 1963. Znamienny jest również film „Auto-portrety”, odwołujący się do tradycji aktu, gdzie artystka wciela się w rolę kobiet ze sławnych obrazów, jednak w tym przypadku zyskują one głos, opowiadają swoje historie, zastygłe w pozach nadanych im kilkaset lat temu, ożywają na nowo w przestrzeni nowych mediów. Marzena Turek–Gaś również zostawia ślady. Artystka uprawia „Jazzdę malarską”, jeżdżąc na wrotkach z dyszami z farbą, po ogromnym płótnie. Zaprasza widzów do udziału w instal-akcjach, jak StepSteps, gdzie publiczność sama tworzy obraz, zostawiając kolorowe ślady stóp na miękkim podłożu. Zmysłowość materiału ma tu znaczenie, stąpanie po miękkim, ciepłym materiale jest przyjemne. Turek–Gaś jest, więc hedonistką malarstwa. W filmie „Feeling Colour” naga artystka posypuje się kolorowymi pigmentami. Koloru, Marzena Turek–Gaś używa nie tylko w postaci farby czy pigmentu. Zaprasza publiczność do położenia się na „powietrznych łożach”, na których można opleść się różnokolorowymi taśmami, znaleźć się w obrazie. Taśmy tworzą linie, które ujmują ciało w geometryczne kształty. To jednak geometria konkretnych kształtów i przedmiotów lub ich śladów w trójwymiarowej przestrzeni, a nie wyabstrahowane formy na płótnie. Analizując postawę młodych artystek, warto przywołać te, które już podczas studiów na akademii buntowały się przeciw regułom tam panującym. Anna Okrasko maluje i tworzy instalacje malarskie, w których stawia pytania o malarstwo, akademię, relacje z profesorami oraz sam proces tworzenia – wszystko to, co z malarstwem związane. Jednocześnie poddaje rewizji zapisane na trwale w świadomości „prawdy”. Ważnym elementem jej prac jest pobrzmiewająca w nich nuta feminizmu. Spojrzenie artystki nie pozbawione jest jednak dystansu i poczucia humoru. Swoją postawę wobec uznanych autorytetów przewrotnie zaznaczyła w wystawie w 2004 roku „Mój profesor maluje w paski a ja w groszki, bo to jest bardziej dziewczęce”, będąc studentką w pracowni Leona Tarasewicza. Na korytarzu akademii wypisała, a właściwie wymalowała, zasłyszane seksistowskie teksty kolegów i profesorów, w stylu „malarki to żony dla malarzy”. W tym spontanicznym działaniu artystka zaanektowała przestrzeń, zaznaczając w niej swoją obecność i bunt wobec zastanej rzeczywistości. Ironiczną refleksją nad procesem twórczym jest wprawiany mechanicznie w ruch obiekt-szczotka zrealizowany z „nieudanych” obrazów artystki. Szczotka kręci się, robiąc sporo szumu i hałasu. Płótna zostały, więc przetworzone w nowy obiekt, jakby poddane recyclingowi, z którego może narodzić się nowy pomysł. Artystka prowadzi też grę z tradycyjnym nazewnictwem obrazów, np. akryl na płótnie. W jednej z ostatnich jej realizacji można przekonać się jak wygląda „Akryl bez płótna”. Są to barwne kulki pigmentu ułożone w przestrzeni galerii. Refleksję nad przestrzenią pracowni, mieszkania, miejsca, gdzie tworzy i przechowuje swoje prace podejmuje Iza Chamczyk. Powstałe już artefakty zajmują przestrzeń, ograniczają miejsce do pracy, w pewnym sensie blokują dalszą swobodę twórczą. Artystka w związku z tym, że nie ma gdzie trzymać swoich obrazów, a jak sama twierdzi, nikt ich nie chce kupić, próbuje namówić różne instytucje sztuki aby wzięły w depozyt jej prace. Jej działanie doskonale komentuje absurdy akademii, która dla studentów nie jest przestrzenią swobody twórczej, lecz miejscem „produkcji artystycznej”. Nadal warunkiem zaliczenia semestru w wielu pracowniach jest konkretna ilość namalowanych, „skończonych” obrazów. W jednym z działań artystka podwiesiła się do sufitu i z tej pozycji unosząc się między dwoma płótnami próbowała malować na nich. Akcja była protestem przeciw „podcinaniu studentom skrzydeł” przez akademię. Artystka poszerzyła tu malarstwo o element performerski, fizyczny wysiłek włożony w malowanie obrazu z „pozycji wiszącej”, stawiając się tym samym dosłownie w innej relacji przestrzennej do tworzonego dzieła. Chamczyk koncentruje się przede wszystkim na procesie tworzenia, dlatego eksperymentuje z różnymi materiałami, zestawiając sztuczne tworzywa (farby, żywice, sylikony) z elementami naturalnymi. W ostatnich pracach wykorzystuje sól, która podczas krystalizacji zmienia pracę, przy czym stwarzając ją, jednocześnie niszczy. Proces ten odbywa się na oczach widzów, w galerii. Co więcej odbiorcy mają wpływ na obraz, sami kształtują go w przestrzeni galerii, ponieważ to właśnie oni polewają płótno roztworem soli. Olga Lewicka operuje gestem, balansuje na granicy abstrakcji i figuracji. Przy pomocy obrazów aranżuje przestrzeń, czasem też, odnosząc się do tradycji, tworzy ,,żywe obrazy”. W jej wypadku to pojęcie oznacza instalacje malarskie, na które składają się obrazy i obiekty. W swoich pracach nawiązuje często do tradycji - do znanych dzieł, artystów, faktów historycznych - przywołując je, nie imituje, lecz wykorzystuje jak kolejne narzędzie. Wchodzi w dialog z historią malarstwa, odwracając sposób malowania stosowany przez Pollocka - zamiast polewać płótno farbą, Lewicka polewa zamalowaną powierzchnię rozpuszczalnikiem, co daje równie nieprzewidzialne i ekspresyjne efekty. Tak powstałe prace zestawia z obrazami, w których pojawia się gruba faktura, malowanymi farbami wyciśniętymi z tuby. W swoich pracach podejmuje również refleksję nad granicami, zarówno etnicznymi, narodowymi, jak i obszarami przynależnymi konkretnym dziedzinom sztuki. Małgorzata Kaczmarek dotyka problemów przestrzeni jako granicy między obrazem malarskim a jego otoczeniem. To myślenie zrodziło się w pracowni malarskiej podczas studiów. Artystka stopniowo redukowała rolę „właściwego tematu” czyli studium modela w relacji do otoczenia. Jej obrazy zapełniał las sztalug, płócien kolegów, które wieszali na ścianach pracowni. Ta przestrzeń stała się punktem wyjścia do instalacji malarskich, w których trójwymiarowe elementy przenikają się z ich wizerunkami malowanymi na ścianach. Ostatnio do swoich kompozycji artystka włącza też przestrzeń wirtualną. Miłosz Pobiedziński odnosi się do popularnego w dawnym malarstwie i wciąż praktykowanego na akademiach studium martwej natury, jednak jego prace można określić mianem przestrzennych martwych natur. Są to instalacje oparte na zestawieniu w przestrzeni zbioru przedmiotów o jednakowej barwie. Nastrój podkreśla jeszcze światło. Prace Pobiedzińskiego można odczytać w kontekście malarstwa monochromatycznego, poszerzonego o aspekt przestrzenny. Artysta nie maluje przedmiotów, które wykorzystuje w swoich realizacjach, lecz korzysta z tych, które można kupić w sklepach, hipermarketach. Jego przestrzennym pracom czasami towarzyszy plan – szkic oprawiony w ramy, który stanowi punkt wyjścia dla realizacji. W ten sposób artysta ukazuje proces powstawania pracy, od idei, która powstała w umyśle, poprzez szkic będący jej wyrazem, aż do realizacji pracy w przestrzeni.
Wystawa ENTER/ESCAPE zestawia artystów różnych pokoleń, jednak prezentuje ich współczesne prace. Tytuł ekspozycji kojarzy się z przyciskami na klawiaturze. Sugeruje, więc związek z multimediami. „Enter” zaprasza do wejścia do wnętrza instalacji, udziału w akcji artystycznej, znalezienia się w środku dzieła. „Escape” oznacza opuszczenie ram obrazu, wyjście poza prostokąt płótna. Wystawa „Enter/Escape” odchodzi od anegdoty, a także obrazu pojmowanego jako artefakt. Karolina Jabłońska powrót |